XX MIĘDZYNARODOWY BIEG BACY BIEG 60 – LATKA. Jak to się zaczęło !

                                                 BIEG BACY ZA 4 DNI !!!

    Już tylko 4 dni pozostało do 20 Międzynarodowego Narciarskiego Pucharu „BACY”. Tegoroczny Puchar Bacy rozgrywany na trasach Kubalonki 31 stycznia br. rozpoczyna sezon narciarzy biegaczy amatorów. 
     Krótka historia Biegu Bacy. Pierwszy bieg rozgrywany był 1994 roku jako BIEG 40-latka o Puchar Bacy na koniec marca na dole wiosna więc, zawodnicy podchodzili z Żabnicy na Rysiankę, biuro zawodów było w Żabnicy Kamiennej pod szałasem. Kierownik biura śp. Ewa Dudek -(żona Edka Olimpijka z Insbrucka), aby nie zniechęcić zawodników na pytanie ile trzeba iść na Rysiankę  odpowiadała że Edek idzie 40 minut. Okazało się że niektórym dojście na start zajęło ponad 2 godziny. Ale po biegu na dekoracji ponad 100 zawodników było prze szczęśliwych że mogło tam być i podziwiać takie widoki. Uroczyste zakończenie zawodów odbyło się obok szałasu na Pietrówce, a jajecznica smażona na ogromnej patelni do dziś niejednemu uczestnikowi przypomina ten wspaniały smak. Było tradycyjne 100 lat dla solenizanta Bacy na 40 urodziny, była kapela i herbatka góralska, a na koniec zawodów zaczął obficie padać śnieg. I tak powstał Puchar Bacy cykliczna impreza rozgrywana na zakończenie sezonu. W ramach tej imprezy przed laty odbywały się Mistrzostwa Polski Górników i pierwsze Mistrzostwa Polski Amatorów PZN i to prawie zawsze w innym miejscu ze względu na wiosenny brak śniegu. I tak kolejna impreza w ramach tego cyklu to BIEG 50-LATKA rozegrany w Żabnicy. 15 marca 2009 roku na gościnnych trasach Szczyrku na których rozgrywany był Europejski Festiwal Olimpijski odbył się BIEG DWÓCH 5 w ramach Mistrzostw Polski Samorządowców w międzynarodowej obsadzie. I jak zwykle było barwnie i wesoło. I tak powoli zbliżyliśmy się już do 20 Jubileuszowego BACY, który planowany był na marzec 2014 r.  Jednak jak większość imprez planowanych na ubiegły rok został przeniesiony na grudzień ubiegłego roku, ale w Beskidach nadal było bez śniegu więc jak tylko pojawiły się większe opady śniegu, to Baca na nic już nie czeka tylko robi zawody 31.01.br. na trasach Kubalonki. Jak zawsze wszystkie imprezy są otwarte, zarówno dla amatorów jak i wyczynowców, na naszych imprezach startowali aktualni i byli Olimpijczycy, to cieszy gdy po latach możemy zobaczyć uczestników naszych zawodów na arenach świata i to zarówno z Polski jak i z krajów sąsiedzkich. 
Tradycyjnie nasze zawody rozgrywane są technika klasyczną, w tym roku zawodnicy będą mieli do pokonania dystans 10 km mężczyźni, oraz 5 km kobiety dla młodzieży przewidziano dystans 5 km. Zapisy i biuro zawodów czynne będzie 31.01.br. od godz. 9:00 w domkach na polanie startowej Kubalonki. Start pierwszej grupy przewidziany jest na godz. 11:00, uroczyste zakończenie około godz. 14:00. Dla każdego uczestnika przewidziano piękny okolicznościowy medal.
Organizatorem tegorocznej imprezy jest RKB BACA Radziechowy, Śląsko- Beskidzki Związek Narciarski, Urząd Gminy Radziechowy-Wieprz, GCKPT Radziechowy-Wieprz, Starostwo Powiatowe Żywiec.

                                                                 Serdecznie zapraszam Komandor Edward DudekMedal dla każdego.

Jak Beskidzkiego Harnasia zamkil na lotnisku w Kanadzie.

A TERAZ – CO SIĘ NAPRAWDĘ STAŁO Z HARNASIEM. Mieszkam w najbezpieczniejszym kraju na świecie! A już od wczoraj na pewno!
Drewniany Harnaś z ciupagą okazał się zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Kraju Klonowego liścia. Jak cały Wszechświat i okoliczne planety wiedzą ukończyłam mój pierwszy maraton górski Nordic Walking – Maratonbeskidy. Nie wiem jednak czy wiadomo wszystkim, ze wzięłam jedno z najzaszczytniejszych końcowych miejsc. Jednak całego przejscia dokonałam z takim wdziękiem i gracją przez skały i mgły, i błota, i deszcz, że organizator Edward Dudek przyznał mi nagrodę specjalną – przepięknego, rzeźbionego w drewnie Harnasia by przypominał mi zawsze o mej chwale w Beskidach. Harnaś i ja odbyliśmy sesję zdjęciową na lotnisku Chopina w Warszawie, następnie On został bezpiecznie utulony w jednej z naszych 4 walizek a ja udałam się do samolotu. Po lądowaniu w Toronto, po moich chaotycznych wysiłkach by przeprowadzić mnie, mamę Maria, 4 walizki i Harnasia poprzez zasieki kontroli paszportowej, karuzele bagażowe, kontrolę bezpieczeństwa i zgubiłam tę pieprzoną kartę deklaracyjną (znaną tylko dla osobom podróżującym do Kanady). Kiedy już w glorii usiłowałam przejść przez bramkę "NIC DO ZGŁOSZENIA" nagle zdałam sobie sprawę, że karty nie mam! Zgubiłam!. Tak więc przemiły oficer wysłał mnie, mamę, cztery walizki i Harnasia w jednej z nich do kolejki pełnej delikwentów z DUŻĄ ILOŚCIĄ DO ZGŁOSZENIA. Oczywiście, jednak żaden z nich nie uznał wcześniej za stosowne zgłosić, że ma coś do zgłoszenia tak więc funkcjonariusze nie żałowali czasu by upewnić ich i siebie, że następnym razem zadeklarują wszystko, co mają do zgłoszenia. Gdy przeróżne produkty żywnościowe, w różnym stanu skupienia zaczęły wypełniać stalowe przestrzenie "CZEGOŚ DO ZGŁOSZENIA", mama i ja zaczęłyśmy wypełniać sobie czas używając słowa polskiego o bardzo solidnym stanie skupienia. Kiedy po około godzinie przyszła nasza kolej …. super miły celnik krótko spojrzał na moją podręczną czerwoną walizką następnie poprosił mnie do otwarcia dużej. Z najlepszymi intencjami otworzyłem walichę, by pokazać mu, że nie mam NIC DO ZGŁOSZENIA …. kiedy drewniany Harnaś z ciupagą wyskoczył z walizki. Na początku myślałem, że to ciupaga że przeraziła oficera straży granicznej. W końcu miał na mundurze plakietkę z napisem "Trzymajmy broń z dala od Kanady"! Jednak zagrożeniem okazało się to co Harnaś potencjalnie ukrywał w swoich drewnianych, NIELAKIEROWANYCH wnętrznościach! PASOŻYTY, MIKROBY i inne paskudztwa, które niosą ryzyko dla sosen i sekwoi olbrzymich tego najlepszych z krajów na świecie. Błagałam, płakałam, pokazałam medal i koszulkę z Dziadkiem! Na nic! Zabrali Harnasia! Pozwolili mi tylko zrobić zdjęcie na pożegnanie. Dręczy mnie tylko – Co zrobią z Harnasiem, czy wyłupią jego drewniane wnętrzności w poszukiwaniu broni bakteriologicznej, czy pozwolą mu spocząć w pokoju. Cześć jego pamięci! Edward przykro mi, ze nie upilnowałam pięknego Harnasia.ewa3

Szkoła w Czarnym Borze otrzymała Patrona Józefa Pawlika.

Józef Pawlik Patronem Gminnego Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Czarnym Borze

W atmosferze pełnej patosu, wzruszeń i podniosłych chwil przebiegła uroczystość nadania Gminnemu Zespołowi Szkolno-Przedszkolnemu w Czarnym Borze imienia Józefa Pawlika. Najważniejsze wydarzenie w historii funkcjonowania placówki poprzedzone było wielomiesięczną procedurą i przygotowaniami, w które zaangażowała się nie tylko społeczność szkolna, ale także wielu mieszkańców gminy. Pasja, determinacja i chęć szkolenia młodzieży stała się dla Józefa Pawlika sensem życia. Sportowe osiągnięcia wychowankowie gminnych klubów zawdzięczają w dużej mierze właśnie jemu, a pokłosiem jego wspaniałej działalności są świetne wyniki jakie kolejne pokolenia czarnoborskich sportowców odnotowują na zawodach rangi krajowej i międzynarodowej. To on w młodych ludziach, jak nikt inny, umiał zaszczepić chęć sportowej rywalizacji w duchu zasady fair-play. Dlatego wybór Józefa Pawlika na Patrona GZSz-P uważam za w pełni uzasadniony – mówi Adam Górecki, wójt gminy.

Przepiękna uroczystość zgromadziła na hali GZSz-P władze gminy i grono pedagogiczne oraz zaproszonych gości, a wśród nich m.in. Dolnośląską Kurator Oświaty, Parlamentarzystów, przedstawicieli instytucji oświatowych, radnych gminy, czarnoborskich Olimpijczyków oraz uczniów szkoły, zarówno tych aktualnych jak i tych, którzy już dawno opuścili mury placówki. Na tą wspaniałą uroczystość zaproszono tez Edwarda Dudka. To jego przed 42 laty na Ziemię Wałbrzyską z Żywiecczyzny sprowadził "Wujek" Józef Pawlik, do Górnika Wałbrzych wówczas w latach 70 czołowego polskiego narciarza, by pod koniec tych lat pracował jako nauczyciel w Zbiorczej Szkole Gminnej w Czarnym Borze. Uwczesny budynek szkoły znajdował się w starej wysłużonej placówce przy ul. Wesołej, a sala gimnastyczna sąsiadowała z zabytkowym budynkiem, gdzie już w 1780 r, była Karczma Kamienna. Dudek otrzymywał od Pawlika, młodych adeptów narciarstwa, których szkolił na późniejszych mistrzów do Górnika Wałbrzych. Wuroczystościach zwiazanych nadanie imienia szkole uczestniczył też Mistrz Świata z Lahti 1978 r. Józef Łuszczek, kolega Dudka z kadry narciaeskiej. Na uroczystość przybył Stanisław Ciara, wybitna postać w swiatku narciarskim, który to z Pawlikiem robił podwaliny pod narciarstwo Dolnego Sląska.

Józef Pawlik urodził się 6.02.1925 r. na Słowacji. W roku 1947 przyjechał do Wałbrzycha i od razu zaangażował się w ruch sportowy, początkowo jako zawodnik, a później jako szkoleniowiec. Karierę zawodniczą zakończył w 1956 roku i poświęcił się pracy trenerskiej i organizacyjnej. Pracował w szkołach m.in. w Witkowie., gdzie prowadził zajęcia jako nauczyciel w-f i trener. W czasie swojej pracy trenerskiej wychował wielu reprezentantów Polski, wśród nich znaleźli się także mieszkańcy gminy Czarny Bór m.in. Jan Wojtas, Zbigniew Filip, Daniel Puchalski. Józef Pawlik był wielokrotnie doceniany za swoją pracę trenerską – otrzymał m.in. Krzyż Zasługi i Medal za Zasługi dla Sportu, a w 2000 roku został wybrany trenerem 50-lecia. Zmarł w 2001 roku, do ostatnich chwil szkoląc dzieci i młodzież. Jeden z dystansów ,,Biegu Gwarków” rozgrywany jest jako Memoriał Józefa Pawlika. Na cześć wspaniałego trenera na stadionie sportowym w Czarnym Borze usytuowano tablicę upamiętniającą jego wkład w osiągnięcia sportowe wychowanków.

Filipy Dudek i Łuszczek

Pierwszy górski maraton w Polsce odbył się w Radziechowach 1994 r.

Pierwszy w Polsce maraton górski zorganizował Edward Dudek w Radziechowach 23 lipca 1994 roku.

Organizatorem i pomysłodawcą był Prezes RKB "BACA" Radziechowy Edward Dudek wraz z małżonka Ewą Olimpijka z Insbruka . Górski Maraton 45 – lecia LZS Radziechowy, wraz głównymi uroczystościami 75 lecia PKOL-u i 75 lecia PZLA, odbył się pod patronatem Beskidzkiego Komitetu Olimpijskiego ze startem i meta obok Domu Ludowego w Radziechowach. Gośćmi honorowymi byli mistrz olimpijski z Tokio, w boksie Marian Kasprzyk, oraz wiceprezes Beskidzkiego Komitetu Olimpijskiego Bogusław Dubiel. Była TVP i jak zwykle wspaniała konferansjerka redaktora Tadeusza Majcherka. Oto jeden z tytułów prasy sportowej " TO BYŁ PRAWDZIWY MARATON GÓRSKI ". Pomimo olbrzymiego upału ponad + 30 C z 65 uczestników maratonu do mety dobiegło 64 maratończyków , w tym dwie zgłoszone panie. Trudną górską trasę z półmetkiem na Skrzycznym najszybciej pokonał Maciej Ciepłak przed Stanisławem Orlickim obaj Szczygłowice. Jako trzeci linie mety przeciął Jarosław Stawarz Wawel Kraków. W śród pan pierwsza była Anna Krzak Wawel Kraków przed Anną Kurek z Czeladzi. Najstarszym uczestnikiem był 65 letni Czesław Marciak z Katowic. Na 12 miejscu finiszował główny organizator Edward Dudek co dało mu 2 m-ce w M-40, a na mecie zebrał wielkie gratulacje i słowa podziękowania za wspaniale przygotowany maraton. Była wspaniała uroczystość zakończenia, a puchary i nagrody wręczał sam mistrz Marian Kasprzyk w asyście Bogdana Dubiela i Wójta Wojciecha Czecha. Wszyscy zawodnicy otrzymali dyplomy okolicznościowe PKOL i pamiątkowe medale zrobione na tą uroczystość. Po maratonie zawodnicy przenieśli się na stadion piłkarski gdzie była dalsza część zawodów rekreacyjnych i zabawa do białego rana.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że II Maraton Górski miał się odbyć na jesień 1995, jednak śmierć żony Edwarda Dudka Ewy i wycofanie się głównego sponsora, trzeba było odłożyć na inny termin. I tak II Maraton Górski odbył się 8 listopada 2009 r podczas 100 Maratonu Edwarda Dudka. Po raz kolejny Dudek udowodnił że pomimo małych nakładów finansowych potrafił na swój 100 maraton zaprosić tak znanych zawodników jak Jarosław Janicki 3 krotny Mistrz Europy, oraz 2 krotny wicemistrz Świata na 100 km. 8 Spartathlończyków z Tadeusz ruta, Jacek Łabudzki i Zbyszek Malinowski, czy mistrz Litwy i wicemistrz Łotwy w maratonie Grażys Vitautas że wymienię tylko tych z 100 uczestników tego maratonu. Od 2009 rokrocznie w sobotę poprzedzającą Święto Niepodległości w Radziechowach rozgrywany jest Maraton Beskidów, bo taką ma teraz nazwę. Tegoroczna VII edycja Maratonu Beskidy odbędzie się 8.11.br. Ze startem na Stadionie GKS Radziechowy.

Scan

Sukcesy Polaków w Spartathlonie !

A tak to się zaczęło ! Oto 3 dotychczas najlepszych Polaków w startach w Spartathlonie. 1995 r. Edward Dudek jako pierwszy Polak kończy Spartathlon na IV miejscu, w 2007 r. Piotr Kuryło jest drugi i w 2014 r. Andrzej Radzikowski jest trzeci na mecie w Sparcie ! Oni wrócą z wieńcem na głowie i antycznym medalem.

Edward Dudek 1995

.Scan-001.

KurtłoRadzikowski na 124 km.

Oni rozpoczęli historię Spartathlonu Polaków. Edward Dudek 1995 i Irena Lasota 1998

Spartarhlon gratulacje w Sparcie 6Edward Dudek przyjmuje gratulację.

SPARTATHLON ! Od nich się to zaczęło pierwszym Polakiem który ukończył Spartathlon w 1995 był Edward Dudek który na pokonanie trasy 246 km potrzebował 29;18;24 i zajął znakomite 4 miejsce w biegu tym wystartowało 141 ultrasów, a ukończyło 58. Pierwszą Polką która ukończyła ten dystans w 1998 roku była Irena Lasota, która trasę Spartathlonu pokonała 35:51,59 i zajęła 76 miejsce ( 6 wśród kobiet) w gronie 81 zawodników jacy dotarli do mety, na starcie stanęło 163 zawodników. W tym też roku na listę Spartathlończyków wpisał się August Jakubik po raz pierwszy zajmując 21 miejsce. Edward Dudek Spartathlon ukończył po raz 3 na miejscu 24 i Tadeusz Spychalski po raz trzeci na miejscu 76. Opiekunem i serwisantem Polaków był Bogdan Iber .

Scan

Scan-001 Spotkanie Spartathlończykóe w Ambasadzie RP Ateny. Scan-003 Scan-005 Scan-006

UTMB czyli po Alpach przez cztery kraje w dół i w górę !

UTMB Chamonix 342WIELKIE WYZWANIE  170 KILOMETRÓW PO GÓRACH I DOLINACH W ALPACH !

 


Start w tym prestiżowym trailu THE NORTH FACE ULTRA TRAIL DU MONT-BLANC to mażenie nie jednego ultramaratończyka. Po startach w ubiegłorocznych trailach w Belgii Szlakiem Biegnącego Dzika, oraz Dawos Marathon K78 i zdobyciu odpowiedniej ilości punktów do startu UTMB trzeba było czekać na rozstrzygnięcie losowe. W tym roku duża ilość chętnych w tym kultowym biegu zmusiła organizatorów do przeprowadzenia  losowania wśród ponad 4000 chętnych biegaczy. Do startu organizatorzy dopuścili tylko 2300 zawodników w tym 8 Polaków. Po ubiegłorocznych problemach pogodowych skróceniu i ponownym uruchomieniu startu, tym razem też nie odbyło się bez niespodzianek. Nasza 3 osobowa ekipa biegaczy w składzie Jacek Łabudzki Sandomierz, Zbyszek Malinowski Kołobrzeg i Edward Dudek Żywczanin, oraz Bartek i Piotrek Łabudzki – alpiniści skałkowi. Na 4 dni zameldowali się w schronisku wysokogórskim w rejonie Mont Blanc, na wysokości 2600 m, Bartek z Pawłem wspinali się po skałkach, my zaś chodziliśmy po lodowcu i odwiedzaliśmy pobliskie schroniska.  Jakież było moje zdziwienie gdy z narciarskiego kurortu Chamonix Francja, ruszyliśmy z plecakami wyładowanymi po brzegi w ubrania i żywność ponad 20 kg, a do pokonania mieliśmy bagatela ponad 1600 m po drabinach, linach, klamrach, lodowcach ze szczelinami i wypływającą wodą , ciągłego marszu ponad 6 godzin. Do schroniska dotarliśmy gdy była już godzina 23:00. Jak się później okazało to jedyna droga którą prócz transportu lotniczego można tam dotrzeć. Alpy są piękne pogoda podczas naszego pobytu nam sprzyjała, a natura od czasu do czasu dawała znać o sobie poprzez łomotanie obrywającego się lodowca , który wraz ze skałami przemieszczał się w dolne partie. Po czterech dniach pobytu opuszczamy schronisko i udajemy się do Chamonix w drogę powrotną, znów te nieszczęsne drabiny ( chyba nigdy w życiu nie zaliczyłem tyle szczebli co podczas tego pobytu, chociaż pracując w kopalni miałem okazje chodzić czasami przedziałem drabinowym). W środę po południu odwiedzamy znajomych, którzy zamieszkali w apartamencie w Las Houches, Lidka i Leszek Walczakowie, oraz Beata i Mariusz Błachowiak, Mariusz Wilk to ekipa z Leszna , 4 szykuje się do startu TDS 111 km +/-7100 m tylko Beata ma inne zadanie robi zdjęcia wręcza flagi na mecie i dopinguje ekipę. Miłe spotkanie w sportowym gronie, oraz tradycyjna kolacja makaronowa jest i lampka dobrego francuskiego winka, czas szybko płynie, a rano TDS już o godzinie 6:30 udaje się na start, by walczyć cały dzień i noc i ukończyć bieg zanim wystartuje UTMB. Rano wstaję z ekipą i robię pamiątkowe zdjęcia przy śniadaniu, tuż przed wyjściem. Nastroje w ekipie Leszczyńskiej bojowe. My natomiast w czwartek udajemy się do rejestracji, najpierw stanie w kolejce i pobranie identyfikatorów, numerów startowych i 20 E kaucji, następnie przegląd wyposażenia plecaka; kamelbak, 2 czołówki + zapasowe baterie, czapka zimowa i rękawiczki, czapka letnia, spodnie i kurtka przeciwdeszczowa, polar, bandaż elastyczny, kubek, gwizdek, telefon, oraz zapas żywności, jeszcze tylko podpis i udajemy się do następnej kolejki. Tu otrzymujemy chipa na rękę z którym nieodłącznie będziemy do mety i plombę na plecak, następnie przy innym stanowisku otrzymujemy worki na śmieci i Eko pojemnik na odpady oraz worek foliowy na przepak do Courmayer. Ostatnie pamiątkowe zdjęcia w biurze i udajemy się na zewnątrz hali sportowej. Wszystko załatwione pozostaje tylko oczekiwać na nasz start. Przed godziną 24 pojawia się pierwszy zawodnik TDS, którego witamy w Les Houches ogromnymi brawami . Rano udajemy się na rekonesans naszej trasy gdyż właśnie obok naszego pensjonatu przebiegać będzie 7 km naszego UTMB. W oczekiwaniu na przybycie naszych przyjaciół zgubiliśmy najlepszego naszego zawodnika Mariusza Błachowiaka, ale łączność z Beatą na mecie to wychwyciła, czekamy dzielnie na dalszych naszych zawodników dopingując wszystkich spotkanych po drodze zawodników. Jako pierwszy z pozostałej trójki pojawia się Mariusz Wilk, otrzymuje schłodzone piwko, tuż za nim z daleka widać uśmiechniętą Lidkę wraz z mężem Leszkiem, Leszek zastosował skarpety uciskowe, którymi narobił sobie sporo oparzeń. Mówią wrażenia z trasy, też nie odmawiają zupy chmielowej, do mety pozostało im jeszcze 8 km. My w międzyczasie otrzymujemy sms że start trasą łagodniejszą , by po chwili otrzymać następny komunikat że start przesunięto na godzinę 23:30 ze względów pogodowych. Oczekując na przybycie Lidki, Leszka, dwóch Mariuszów z TDS jemy obiad i powoli szykujemy się do przeprowadzki na start. Wielkie gratulacje dla finiszerów TDS, oczywiście pamiątkowe zdjęcie, jest Internet to kolejne sprawdzanie pogody. Wreszcie pożegnanie z miłą i sympatyczną ekipą i udajemy się na pasta party i oczekiwanie na start. Udaje się nam uciec przed deszczem, jemy wolno wszak do startu mamy jeszcze 5 godzin, gdy konsumujemy kolację deszcz coraz bardziej staje się intensywny. Ostatnie godziny się dłużą, sprawdzamy telefony czy nie nadeszły nowe komunikaty, w międzyczasie nalot komisji sprawdzającej plecaki, jakoś się udaje czasem dobrze jest nie znać języka tubylców. Dochodzi godzina 23:00 powoli udajemy się na start, a deszcz nie zamierza przestać padać, ostatnie fotki. Powoli zbliżamy się z różnobarwnymi zawodnikami na pole startowe, z głośników dobiega zapowiedz spikera wszak niektórzy jeszcze biegną z krótszych dystansów. Przedzieramy się przez tłum kibiców i balustradę, jesteśmy  10 metrów za linią startu, deszcz nie myśli przestać padać, ostatnie życzenia i piątki, odliczanie z głośników słychać melodie Rydwany Ognia i powoli ruszamy. Mimo deszczu ulicami ogłuszający tłum kibiców na ulicach Chamonix, podobnie jest w innych miastach, początkowo cała nasza trójka biegnie razem, jednak tępo jakie narzucił Jacek Łabudzki jak dla mnie starego ultrasa jest za szybkie, Zbyszek podpalony tym że biegnie w czołówce później będzie musiał za to zapłacić. Bieg początkowo biegnie w miarę lekko pofałdowanym terenem by po 8 km piąć się pod górę. Skręcam kije wszak z kijami łatwiej podchodzi się pod górę (jestem biegaczem narciarskim), na trasie błoto i kamienie, wszyscy prawie idą gęsiego, by po wyjściu na szczyt prawie jak na lodowisku zbiegać na dół co chwila słychać jęki  i widać leżących zawodników. Maź jaka jest na trasie, a czasami wielkie głazy każdy stara się omijać. W oddali widać piękny szpaler małych punkcików, wspaniały widok ze szczytów Alp. Kolejny punkt żywieniowe, wysypuję kamyki z butów, napełniam bidon i biegnę dalej. Coraz bardziej odczuwam ból żołądka, nadal nic nie jem, pijąc wodę i colę. Póki co nie mam kontaktu z moimi partnerami z drużyny, ale już przecież nie raz zaczynałem wolniej by na końcówce długiego biegu wyprzedzać mam nadzieje, że tym razem nie będzie inaczej. Kolejna duża górka Croix du Bonhome 45 km 2443 m prowadzę dużą grupę biegaczy w pociągu jest chyba z 200 zawodników, a migające światła przypominają węża, przed wzniesieniem chyba na wysokości 1900 m jest już warstwa śniegu i ciągle sypie, jest chłodno ale jestem rozgrzany i tego nie odczuwam. Kolejny zbieg robi się coraz jaśniej wstaje słońce i  punkt żywnościowy, a ja nadal tylko woda i cola jest kolejna kontrola plecaków 50 km tym razem sprawdzają tylko telefon. Kolejne wyzwanie tym razem już we Włoszech Col de la Seigne 60 km na przełęczy 2516 m, wspaniałe widoki robie kilka zdjęć i ruszam dalej. Teraz troszkę oddechu bo zbiegi są mniej strome, a i górki krótsze jest 65 km Lac Combal na wysokości 1970 m, piję herbatę, próbuję jeść bulion i ruszam w trasę. Kolejne wzniesienie, rzut oka na lodowce i kilka fotek długi zbieg i jestem chyba przy najlepszym punkcie żywnościowym na 73 km Col Checruit – Maison Vielle, szef punktu zachęca do częstowania się jem kiść winogron i sałatkę owocową, może żołądek w końcu się zdecyduje na pracę. Krótki ale jakże stromy odcinek do Courmayeur po schodach, skałach i nachyleniu chyba 15% mięśnie zbite, nawet początkowo próbowałem biec ile sił aby zmieścić się przed 13, ale stwierdziłem, że to nie ma sensu. Dobiegam do punktu przepakowego, wyciągam telefon i wykonuję do żony w Polsce. Pierwsze słowa jakie powiedziałem ty chyba nigdy więcej nie odważę się na ten bieg ( ze względu na zbiegi , mając 47 letnie doświadczenie biegowe  68 maratonów i 62 ultramaratony). Po chwili wykonałem kolejny telefon tym razem do naszych serwisantów którzy na bieżąco śledzili wyniki w internecie i okazało się że Zbyszek i Jacek śpią w Courmayeur . Ja nadal nic nie mogłem jeść, a szkoda tylko że na poprzednim punkcie nie zdecydowałem się na jakiś posiłek, po uzupełnieniu płynów i spotkaniu kolegów, nadal nie dałem się namówić na kontynuowanie biegu z nimi. Zbyszek też miał problemy żołądkowe, ja na odchodne powiedziałem im że się jeszcze spotkamy i chyba po 10 minutach ruszyłem z tego Włoskiego miasteczka dopingowany przez liczną publiczność, po drodze doszedłem kolejnych 5 Francuzów i tak kontynuowaliśmy bieg razem do następnego punktu. Na kolejnym punkcie dochodzę śpiących na stole Jacka i Zbyszka Refuge Bonati 89 km, jem w końcu dwa buliony, piję kawę i udaje się do schroniska zakupić małe piwko na trawienie, barman nalewa mi go gratis, po chwili ruszamy całą trójką i tak będzie już do mety. Kolejne piękne widoki, żołądek zaczyna powoli pracować, ostatni punkt we Włoskich Alpach Arnuva 95 km, jem salami żółty ser piję herbatę i ruszamy na trudny stromy odcinek trasy jest zimno wieje mocny wiatr 4 kilometrowy podbieg na przełęcz Włosko Szwajcarską Grand Col  Ferred 2537 m, robi się okropnie zimno jest 20:00 i powoli robi się ciemno. Długi zbieg przeplatany z małymi podbiegami i momentami urwiskami w trasie ciemnościach stwarza niebezpieczeństwo zakładamy czołówki na głowy i powoli schodzimy w dół. U Zbyszka widać już zmęczenie to dało odczuć się szarża na początku biegu, Jacek specjalista od zbiegania pomknął jak kozica do przodu, a my razem próbujemy dotrzeć do kolejnego punktu. Po drodze mijają nas kolejni zawodnicy nie zważając na trasę mkną czym prędzej do punktu, a trasa dłuży się jak nigdy dotychczas, później okazało się że wypadł jeden punkt. Po wielkich trudnościach docieramy przez chyba najgorszy odcinek nocnej trasy do kolejnego punktu, tam czeka nas kolejna niespodzianka – komunikat, trasa wydłużona do 170 km i +/-9700 m zamiast 9500.Pijemy kawę, jemy salami , a Zbyszek ciągle drzemie i myśli nie o biegu tylko o spaniu, po naradzie z Jackiem i podjęciu jedynie słusznej decyzji i stanowczym moim zdaniem, jeżeli nie pokonujemy kolejnego docinka wszyscy to ja ruszam sam. Po długich zastanowieniach Zbyszek dał się namówić na kolejny 14 km odcinek, idziemy wolno mijają nas kolejne grupy, ale cały czas do przodu, na dworze jest coraz chłodniej po dotarciu do miasteczka zostajemy poczęstowani przez mieszkańców gorącą herbatką z fernetem, która nie jednego zawodnika rozgrzała. Przyśpieszam, żeby dotrzeć  jak najszybciej do kolejnego punktu, po drodze napotykam idącego i na stojąco śpiącego zawodnika, którego kijki dawały odgłos jak raki alpinisty. Mijamy kolejny punkt pomiaru czasu jeszcze tylko 3 km i będziemy u celu. Już z daleka słychać rytmy muzyki i zapowiedzi kolejnych zawodników którzy dotarli na punkt, piję kawę z mleczkiem jem pyszny placek z jagodami, dokładam chlebek z salami i bulion żołądek pracuje to super. W tym czasie szybko zwinął się Zbyszek i wylądował już w noclegowni. Ja z Jackiem jeszcze trochę siedzimy i po chwili udajemy się do namiotu na materace, gdzie panuje okropny tłok. Jest dużo chętnych, na wypoczynek przed nami  około 2 godzin snu, aby tylko nie przespać limitowanej godziny opuszczenia startu, które jest rygorystycznie przestrzegane. Budzimy się o 6 jest jeszcze ciemno jemy śniadanko i na trasę. Ruszamy ostro i zdecydowanie nawet Zbyszek jest zmobilizowany, powoli zaczynam liczyć wyprzedzanych zawodników Już do pierwszego punktu wyprzedziliśmy 80 biegaczy, tempo mary dobre odpoczynek wpłynął na nas pozytywnie. Po drodze napotykamy piękne winnice na południowym zboczu, chyba każdy kosztuje winorośl. Kolejne punkty, uzupełnienie bidonów i dalej w trasę, mijamy kolejnych zawodników tak że do Trientu w Szwajcarii wyprzedziliśmy 180 zawodników, napotykamy jeszcze jednego naszego to Karol Kniola z Poznania, tu miła niespodzianka o którą postarali się synowie Jacka, starszy oczekiwał z kamerą , a Bartek czekał z zimnym małym piwkiem, które w ten upalny dzień było zbawienne. Jeszcze tylko 4 kilometry i opuszczamy Szwajcarię. Dwa ostatnie punkty przed metą do celu tylko 14 km, męska decyzja biegniemy i wyprzedzamy kogo się da, zaczyna Jacek potem zmiana i Ja cały czas w biegu w górę i z góry pomagając sobie kijkami cały czas liczę wyprzedzanych zawodników 25 wyprzedzanym jest Karol, są następni okaże się na mecie że na przestrzeni 14 km wyprzedziliśmy 58 biegaczy. Na ulicach Chamonix dobiegamy wolontariuszy którzy na wózku przewozili niepełnosprawnego, cała nasza trójka postanowiła biec za grupą wolontariuszy do samej mety. Piękne i miłe gesty mieszkańców i kibiców na całej trasie dobiegu do mety na długo zostaną nam w pamięci, gromkie brawa i pozdrawianie po polsku to jest to czego na pewno się nie zapomni. Tuż przed metą dołączył do nas Francuz, który towarzyszył nam na ostatnich metrach. Po przekroczeniu mety okazało się na pokonanie dystansu 170 km +/-9700 m zajęło nam  41godz 22min co dało nam 64 miejsce w kategorii . Warto dodać że z Polaków najlepszy był Krzysztof Dołęgowski 30 generalnie i 20 w kat. Cały bieg UTMB z 2300 zawodników ukończyło 1131 zawodników. Na koniec chciałbym podziękować moim współtowarzyszą tego bardzo trudnego biegu Jackowi i Zbyszkowi, oraz serwisantom  Bartkowi i Piotrkowi.
                                                                                                           Baca
 

Edward Dudek pierwszy Polak który ukończył SPARTATHLON !

 

      

WIELKI SUKCES EDWARDA DUDKA W SPARTATHLONIE. KWIATEK DLA EWY

Spartathlon Edek i Zbyszek Bogdanowicz 1

Edward Dudek i Zbyszek Bogdanowicz na starcie pod Akropolem

 

NARODZENIE SPARTATHLONU. 2500 tysiaca lat temu, kurier wojsk ateńskich, Filipides pobiegł z Aten, aż do Sparty. Zawiadomił o zagrożeniu Aten przez Persów, prosząc Spartan o pomoc. W 1982 tym wydarzeniem zainteresował się oficer brytyjskiego lotnictwa, historyk i maratończyk John Fondenn. Na jesien tego roku był gotów udowodnić, że ten mit jest prawdziwy. O świcie z trzema oficerami rusza spod Akropolu, szlakiem starożytnego kuriera by po 36 godzinach dotrzeć do Sparty.W tedy ten trud wytrzymało 3 oficerów. I tak w ślady Brytyjczyków rok później poszli Grecy i tak narodził się supermaraton międzynarodowy SPARTATHLON. Dzisiaj z wojennej strategii przerodził się w ideę sportową. Ważniejszy od zwycięstwa jest w nim udział.

MARZENIE O SPARTATHLONIE ! Już 1993 był gotów do startu, w tym biegu, jednak brak srodków finansowych uniemożliwiły mu start w tej jakże prestiżowej imprezie. Cały czas chodził mu po głowie ten Grecki start i w końcu na początku maja 1995 roku, przyszło zaproszenie na SPARTATHLON. Radość była wielka, żona Ewa spodziewała się 3 dziecka, w rodzinie było dwóch synów Adam 18 lat i Sebastian 13lat z niecierpliwością rodzina Dudków oczekiwała na narodzenie córki. 6 lipca na swiat przyszła Weronika wielka radość w całej rodzinie, tata Edek dzielnie przygotowywał się do Spartathlonu, raz w tygodniu pokonywał dystans około 38 km biegnąc trasą maratońską na Skrzyczne 1257 m n.p.m. Ta radość i sielanka nie trwała długo, kilka dni po porodzie, dokładnie w niedzielny bardzo wczesny poranek 23 lipca, Ewa traci przytomność , sąsiad Bogdan sanitariusz odwozi ją do szpitala. Ostatnie słowa jakie wypowiedziała przed opuszczeniem domu „ JA JUŻ TU NIE WRÓCĘ „ Edek zostaje z córką i organizuje opiekę nad niemowlęciem i udaje się do szpitala. Tam lekarze robią co mogą, sprowadzają ordynatora robią wszystkie możliwe badania. Podejrzenia są jak najgorsze, Edek cały czas odrzuca te myśli, o godzinie 14 Ewa wysyła go do domu aby nakarmił Weronikę i kupił niezbędne rzeczy do szpitala. Wraca szybko jest z powrotem o 15:30, widąć wielkie poruszenie na korytarzu szpitala i uciekające przed nim pielęgniarki już się domyśla że nastąpiło najgorsze z możliwych sytuacji – Ewa umiera. Wraca do domu do dzieci, sport go uodpornił przez te 31 lat uprawiania sportu. Po dwóch tygodniach wraca do treningu, biega bardzo wcześnie przed pójściem synów do szkoły, gdyż Weroniką opiekuje się sam. Po 20 dniach od tragedii jaką była śmierć żony Ewy, przyjaciele odwożą go do Wisły, startuje w biegu górskim na Baranią Górę, jest trzeci na szczycie nie czeka na dekorację tylko biegiem wraca przez góry do Radziechów. Biegł tak szybko, że przyjaciele którzy go odwozili na start w Wiśle Czarnym przyjechali samochodem 20 minut wcześniej od biegającego Edka, który spieszył się na chrzest Weroniki. W 1995 roku na starcie Spartathlonu stanęło 152 zawodników z 20 państw w tym dwóch Polaków – 41-letni Edward Dudek, góral z Radziechów na Żywiecczyźnie oraz trzeci już raz Zbyszek Bogdanowicz ze Szczecina I to Dudek, a nie doświadczony Zbyszek okazał się pierwszym Polakiem, który pokonał całą trasę. Zrobił to przy tym w znakomitym stylu, zajmując w swym debiucie czwarte miejsce. A mało brakowało, by rodzinna tragedia nie zatrzymała go w domu…

POCZĄTKI KARIERY DUDKA.

Biegał od zawsze, czyli od 3-4 klasy szkoły podstawowej. Za juniora był mistrzem okręgu krakowskiego na 3 km , ale gdy nie wysłano go na spartakiadę młodzieży obraził się na klub i zmienił dyscyplinę na narciarstwo biegowe. I to ono stało się całym jego życiem przez kolejnych 10 lat. Jako biegacz narciarski odnosił liczne sukcesy, często startował w reprezentacji Polski. Zwyciężał we wszystkich największych biegach narciarskich w Polsce (Bieg Piastów, Jaćwingów, Gwarków). W 1985 roku zakończył wyczynowy trening narciarski. Poszedł do pracy, do szkoły w Czarnym Borze, gdzie był wuefistą, ale szybko wrócił w rodzinne strony. Został górnikiem, pracował na przodku, gdzie wysiłek jest największy i… startował w masowych imprezach biegowych. Mimo tego zaczęły się problemy z nadwagą. Gdy w 1989 roku waga zbliżyła się do 100 kg wymyślił na nią receptę – maratony i ultra maratony. Zdecydował, że musi zastosować terapię wstrząsową. „Pojechałem do sanatorium w Iwoniczu Zdroju z przekonaniem, że stracę trochę wagi, a przy okazji przygotuję się do pierwszego w życiu uczestnictwa w supermaratonie na dystansie 100 km, o czym myślałem już wcześniej”. Efekt był niesamowity – podczas 26-dniowego turnusu zrzucił 17 kg! rano pobudka o godzinie 6:00 lekki rozruch i pierwsze zabiegi następnie godz. 7:30 śniadanie ;zupa mleczna, 1 mała bułeczka w zależności od podanego meni + 1 kromki chleba i 3 szklanki herbaty lub kawy o 8:00 kolejne zabiegi. Następnie krótki odpoczynek i o 10:00 na trening biegowy w terenie urozmaiconym, długie wybiegania crossy i siła biegowa( aby nie myśleć o głodzie i spożywaniu łakoci – wszak wszyscy sportowcy wyczynowi to lubią ) wracałem z treningów o godzinie 13:00 a czasami nawet się spóźniając, szybka kąpiel i obiad ( 3 talerza zupy, drugie danie całe mięso, lub ryba 3 porcji ziemniaków, jeżeli była kasza to sobie nie żałowałem, surówki cała porcja jak zostawało na stołach to dokładka. Po obiedzie odpoczynek bierny, następnie o 16:00 drugi trening 1 1 godz. bieg + ćwiczenia rozciągające i gimnastyka o 18:00 kolacja, po kolacji studiowanie prasy i dzienniczków treningowych przed laty.

Tak odchudzony zgłosił się do startu w Maratonie Pokoju, by ocenić swoje ewentualne szanse podczas setki w Kaliszu. Pokonał go w czasie poniżej 3 godzin( 2:57,24) ! Teraz był pewien, że da radę i setce. I dał. Biegnąc bardzo ostrożnie dotarł bez większych problemów do mety . Na całym dystansie, jadąc rowerem, towarzyszyła mu żona Ewa. Podawała napoje, koszulki na zmianę, odżywki, dodawała otuchy w cięższych momentach. Była kiedyś łyżwiarką, olimpijką z Innsbrucka, więc rozumiała sportowe ambicje męża i chciała mu pomóc. Tylko która żona jest w stanie pomagać mężowi jadąc przy nim 100 km rowerem? Ona się nie użalała.

Rok później, w 1990 roku, był już w Kaliszu dziesiąty , dochodząc w roku 1993 do życiówki 7:40:05. W maratonie też się poprawiał. Doszedł do poziomu 2:34:28 w 1996 roku. Nieźle, jak na zapracowanego górnika. W każdym sezonie biegał dwie setki, dwa-trzy maratony, a zimą startował we wszystkich długodystansowych biegach narciarskich w Polsce. Aż zamarzył mu się słynny Spartathlon. Słyszał o tym biegu i wiedział, że dotąd żadnemu Polakowi nie udało się dobiec do mety. „Może mi się uda” – pomyślał. W 1995 roku zdecydował, że spróbuje. Zdecydował, że start w Spartathlonie, najsłynniejszym ultra maratonie, będzie „kwiatkiem dla Ewy”, złożonym jej w hołdzie.

Zdjęcie 2 AkropolEdward Dudek przed startem pod Akropolem.

Ze zdwojoną energią ruszył na poszukiwanie sponsorów, gdyż koszty startu przekraczały jego możliwości finansowe. W ostatniej chwili udało mu się spiąć wszystkie koszty związane z wyjazdem do Grecji. LOT Grecja pokryła koszty przelotów, macierzysta firma PRG Mysłowice i Budimex S.A. ( budująca elektrownie w Grecji) pobyt i wpisowe. Na czas wyjazdu rodzina i przyjaciele zaopiekowali się małą Weroniką. Mógł lecieć do Grecji, by realizować swoje marzenie.

29 września 1995 roku o 7 rano pod Akropolem czekał na wystrzał startera w gronie 152 śmiałków z 20 państw, którzy chcieli pokonać trasę do Sparty. Przy dźwiękach muzyki „Rydwany Ognia” ruszają na trasę. Już od startu widać różnicę poziomów sportowych uczestników – jedni idą ostro do przodu, walcząc o zwycięstwo lub dobry wynik, inni spokojnie robią swoje, chcąc zmieścić się w wyznaczonych limitach i dotrzeć do Sparty. Bo ukończenie jest najważniejsze, dla części z nich cenniejsze niż zwycięstwo. I wcale nie dlatego, że za zwycięstwo nie ma żadnych nagród, prócz tych zwyczajowych, sportowych, symbolicznych. Pieniędzy nikt nie dostaje, ale te medale znaczą dla większości dużo więcej niż fortuny!

Trasa spod Akropolu prowadzi zatłoczonymi uliczkami Aten, a bieg odbywa się przy prawie normalnym ruchu ulicznym. Gdzieniegdzie tylko policja ułatwia biegaczom pokonywanie skrzyżowań. Słońce jeszcze porządnie nie wzeszło, a już jest powyżej 30 stopni. Pofałdowany teren od samego startu daje się we znaki. Co kilka kilometrów jest punkt odżywczy i odświeżania. Pierwszy 81-kilometrowy odcinek biegnie wzdłuż zatoki, po lewej widzą piękne morze, po prawej dostojne góry. Pomoc serwisanta dozwolona jest dopiero od pierwszego punktu kontrolnego. Edek zaplanował, że będzie tam po 8 godzinach, a tymczasem był już po siedmiu, i to na wysokim piątym miejscu. Gdy jego pomocnik – Grek Wasylis Jowanis, absolwent krakowskiej AWF, z którym często biegał w Polsce na nartach, zjawił się zgodnie z ustaleniami na punkcie, jego już tam nie było. Miał być masaż, nie było masażu. Dogonił go samochodem, gdy był już na 90 km, ale reguły biegu ustalają tylko wyznaczone miejsca na pomoc serwisantów. Najbliższy był na 124 km. Poprosił tylko o to, żeby na punkcie czekały na niego owoce południowe, których ku jego zaskoczeniu nie było na stołach. O 18:00 jest na punkcie serwisowym. Masaż, gorący posiłek, pomarańcze, które załatwił Wasylis, krótki odpoczynek, pamiątkowe zdjęcie z miejscowym popem i w drogę. Teraz w cieplejszej koszulce, gdyż zbliżają się góry, gdzie w nocy temperatura drastycznie spada w dół. Bierze też latarkę, bo chociaż trasa prowadząca górskimi szlakami jest wyznaczona migającymi na czerwono lampkami, to własna latarka na pewno się przyda.

Spartathlon masaż nocą Wasyl Jowanis 3

Wasyl Jowanis w akcji na jednym z punktów.

Na 159 km następny punkt serwisowy. Dociera tam o 22:00. Bez pośpiechu realizuje kolejną procedurę odpoczynku. Gdy rusza ma przed sobą 3 km… wspinaczki, nie biegu. Musi wspiąć się na słynną przełęcz Sangas. Na tak krótkim odcinku przewyższenie wynosi ponad 300 metrów. Baterie w latarce wyczerpały się i jest zdany tylko na światło księżyca oraz migające przy trasie lampki. Gdy zdobywa przełęcz wieje porywisty wiatr, a temperatura wynosi zaledwie 4 stopnie. Schodząc w dół kilkakrotnie potyka się o kamienie i przewraca. Jest zmęczony, ale i poobijany. Wie jednak dobrze, że nie może zrezygnować, że finałem tragedii, która go spotkała przed dwoma miesiącami, może być tylko dotarcie do Sparty i złożenie u stóp pomnika Leonidasa „kwiatka dla Ewy”. To dodaje mu sił i przepędza głupie myśli o tym, żeby się poddać.

Na kolejnym punkcie, w Nestani, pije gorącą kawę, je ciastka i rusza – już asfaltem – w dalszą drogę. „Zbliża się godzina 7:00. W ciągu doby zrobił 201 km.

Na trasie słonko coraz wyżej.

Na trasie , po nocnym chłodzie – słonko zaczyna coraz mocniej świecić.

Od 186. kilometra cały czas towarzyszą mi Wasylis i Bogdan Iber, sekretarz Związku Grecko-Polskiego. Poinformowali mnie, że znajdujący się przede mną biegacz grecki nie wytrzymał trudów biegu i karetka odwiozła go do szpitala. Robi się coraz cieplej, gdyż wschodzące słońce znów daje o sobie znać. Do mety pozostaje mi już tylko dystans klasycznego maratonu. Na 222 km wyprzedzam Niemca i na punkcie dowiaduję się, że jestem na 5. pozycji. Meta była coraz bliżej, a to mnie uskrzydlało, rozpędzało nogi”.

Spartathlon masaż 220 km Jowanis i Bogdan Iber 5

Menager Bogdan Iber i masażysta Wasilis.

Na 236 km znajomy Amerykanin mówi mu, że niedaleko przed nim biegnie Japończyk Okiyama, który ma kryzys. Po 5 km pościgu dogania go na punkcie odżywczym. Szybko wypija kilka łyków wody i rusza dalej. Japończyk nawet nie podejmuje walki. Ostatni punkt kontrolny znajduje się już na ulicach Sparty. „W asyście sześciu pięknych Greczynek z gałązkami oliwnymi w rękach biegniemy do pomnika króla Leonidasa I. Ostatni zakręt, ulica przedzielona pasem zielni, w środku piękne, rozłożyste palmy, w oddali widać metę. Po bokach tłumy ludzi, a przy pomniku wielka niespodzianka. Finisz pierwszego Polaka, który ukończył Spartathlon przyszła obejrzeć wycieczka z Wielkopolski. Jeszcze tylko muszę pokonać trzy stopnie schodów i ucałować statuę Leonidasa. Gratulacje od prezydenta i wieniec oliwny ląduje na mojej głowie. Greczynki podają czarkę z świętą spartańską wodą. Popijając słyszę z tłumu hymn Polski. Łzy cisną mi się do oczu.

Spartathlon Leonidas zdobyty 001Spartarhlon gratulacje w Sparcie 6

Spartathlon ukończony Leonodas ucałowany IV miejsce do olbrzymi sukces E. Dudka.

Gratulacje od sponsorów, kibiców, konsula RP – wzruszenie, oczy znów zachodzą mi mgłą. Po 29 godzinach 18 minutach i 24 sekundach biegu moje marzenia zostały zrealizowane. Wiem, że moja Ewa patrzyła na to z góry i także mi gratulowała. Z linii mety udałem się do szpitala na obowiązkowe badania lekarskie. Tylko 58 zawodników zmieściło się w wyznaczonym przez organizatorów limicie czasowym. Po krótkim odpoczynku na propozycje Konsula RP Ryszarda Ostasia i moich przyjaciół z trasy Bogdana Ibera i Wasylisa Jowanisa udaliśmy się na zwiedzanie starożytnej Mistral , gdzie o własnych nogach pokonałem jeszcze około 3 km. Wieczorem na spartańskim rynku odbyła się uroczystość wręczenia wszystkim tym, którzy dotarli do mety w wyznaczonym czasie, wykonanych na wzór starożytny medali pamiątkowych i dresów Spartathlonu w kolorze niebiesko-białym. W poniedziałek po południu w Atenach byliśmy gośćmi Ambasadora RP Ryszarda Żółtanieckiego, gdzie Ambasador RP wręczył Dudkowi list gratulacyjny i upominki, oraz zaproszenie do startu w przyszłorocznym Spartathlonie. Wieczorem, na uroczystym zamknięciu Spartathlonu, pierwsza trójka otrzymała puchary, a reszta finalistów pozłacane medale.

Spartathlon dekoracja  Ateny 4 miejsce   7

Dekoracja Spartathlończyków w Atenach.

Potem udaliśmy się jeszcze na spotkanie do siedziby Związku Grecko-Polskiego, którego prezesem był Jacek Gmoch ( były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, bardzo znana i ceniona postać w Grecji ). Dudek udzielił mnóstwo wywiadów do mediów i to greckich i zachodnich, gdzie tłumaczem był Jacek Gmoch. Miłą niespodzianką było zaproszenie na spotkanie w szkole Polskiej gdzie prawie 300 uczniów zadawało różnorodne pytania, od odżywiania, treningu i życia osobistego. Przelot Dudka sponsorował LOT Grecki gdzie również by gościem dyr. Wesołowskiego, który przedłużył pobyt Edwarda jeszcze o dwa dni, które w całości poświęcił na zwiedzanie Aten i okolicy. Słowa podziękowania Dudek kieruje do Bogdana Ibera, który cały czas opiekował się nim, oraz do masażysty Wasyla Jowanisa ( w Polsce Józef Jowanis, był biegaczem narciarskim i biegali z Edkiem na nartach na Dolnym Śląsku i Zakopanem, ukończył Krakowski AWF i zrobił doktorat w Atenach, po latach mieli okazje się spotkać), podziękowania dla sponsorów LOT Grecja, PRG Mysłowice, Budimex S.A. Lot do polski szybko zleciał gdyż w samolocie spotkał znaną piosenkarkę Eleni i wymienili poglądy na temat rodzinnych tragedii. Na lotnisku w Warszawie na Dudka czekała delegacja PRG Mysłowice i TVP, które przygotowały briefing prasową. Szczęśliwy powrót do Radziechów na który czekają synowie Adam i Sebastian, oraz maleńka Weronika i cała rodzina.

Spartathlon trofea i 2 miesięczna Weronika 8

Niespełna 3 miesięczna córka Weronika z trofeami na rękach taty.                                                                                               

                                                                                                      Baca

BESKIDZKIE RYMY ! Maraton Beskidy !!!

BESKIDZKIE RYMY !!!                                                   
W Beskidzie  żywieckim,  Beskidzie
na Skrzyczne ktoś biegnie, ktoś idzie                                                   
maraton przez góry przebiega                                      
dla zdrowia, kwaśnicy i chleba
 Beskidzie czy ci nie żal
skonanych, biegnących w dal
 Po górach, po lasach po chmurach
kamieniach, korzeniach i dziurach
Maraton, cross walking uprawiać
specjalne noclegi zamawiać…….                                  
 
Beskidzie czy ty to wiesz
Zwycięzca nie „człowiek lecz zwierz „
 
A Dudek na Skrzyczne spoziera
 kto wygra ? kto zbłądzi? kto sknera?
,W Horolnej na piwo napierać
kiełbasę dyplomy odbierać
 
Przybędza czy ty to znasz
start, meta, padamy na twarz
 
A Baca na góry spoziera
niech wszystko to weźnie cholera !!!
Maraton powtórzyć trzeba
dla chleba Edziu dla chleba.
                 Z pozdrowieniami  z Toscanii Bożena i Andrzej !
maraton 2x1

KAMERALNY BIEG WOP-isty w Opawie !

Kameralny Bieg WOP-isty w Opawie !

 

Po raz drugi w Opawie odbył się letni bieg. Opawa to mała wioska w Gminie Lubawka, która zamieszkuje 360 mieszkańców, ale jak zdążyli zauważyć uczestnicy zawodów bardzo prężna i zorganizowana. Tym razem Bieg WOP-isty został włączony do cyklu maratonów górskich Europacup Beskidy Maraton. W skład tego cyklu wchodzą 4 maratony, to jest Goral Maraton rozgrywany na pograniczu trzech państw, Słowacja, Czechy i Polska, drugi to Salomon Slozki Maraton Dolna Łomna Czechy, trzeci to Bieg WOP-isty Opawa k/Lubawki i finał VII Maraton Beskidy rozgrywany w Radziechowach k/Żywiec 8.11.br. Bieg WOP-isty to oprócz maratonu, także półmaraton i nordic walking. Jak zwykle impreza przygotowana wzorowo pod każdym względem. Mały kameralny bieg, gdzie w szranki rywalizacji stanęło prawie 100 zawodników, z Polski, Czech, Irlandii i Hiszpanii. Organizatorzy Andrzej Swierad i Zenon Król, wytyczyli i oznakowali trasę 22 km z kawałkiem, ( którą maratończycy musieli pokonać dwukrotnie) aby kibice i sympatycy mogli zobaczyć kilkakrotnie zawodników przebiegających przez stadion. Trasa prowadziła z Opawy grzbietem Lasockim, wzniesieniem Szczepanowa na czeską część – Zaclerz, Bober, wieś Niedamirów. Część drogi przebiega przy słupkach granicznych, ścieżkami po których chodzili kiedyś żołnierze WOP. Ciężka wymagająca trasa, po nocnych opadach deszczu, miejscami przypominała zawodnikom jakby byli na leczniczych borowinach. W międzyczasie jak zawodnicy pokonywali 2 pętle na środku stadionu działy się ciekawe rzeczy, a to za sprawą pokazu dla kibiców i zawodników wrestlingu. Organizatorzy również zadbali o żołądki zawodników i kibiców, był prosiak z rożna, pyszne pierogi, ziemniaki oraz napoje. Każdy mógł najeść sie do syta. Na uroczystym podsumowaniu zawodów, trzech najlepszych w każdej kategorii otrzymało puchary, medale, dyplomy i słodkości od sponsora, dekorowali zawodników Wójt Lubawki, Zenon Król i Andrzej Świerad. Wyniki Bieg WOP-isty maraton. Kat. M- I Piotr Jachymek Bukówka, Kat. M- II

Jacek Latała Irlandia, Kat. M-IV Jacek Łabudzki Sandomierz, przed Aleksander Borkowski Świnoujście i Jacek Wojaczek Pszów, Kat.M-V Zbyszek Malinowski Kołobrzeg, przed Edward Dudek Baca Radziechowy. Na start w maratonie nie odważyła się żadna kobieta , a szkoda.

Pólmaraton 1. Waldemar Witulski Sosnówka 2. Klaudiusz Kogut Lubawka, 3. Janusz Latała Krajków. Wśród kobiet 1. Agata Krajewska Oława, 2. Justyna Polak Marciszów, 3. Zenobia Kubielewicz Kamienna Góra. Natomiast w Półmaratonie Nordic Walking 1. Mirosław Bierkus Koszalin, 2. Arkadiusz Stępień OLAWS Złotoryja, 3. Janusz Sobkowski TEAM DUDEK. Kobiety NW. 1. Marta Siemieńska Gorzeszów, 2. Ewelina Marczak Wrocław, 3. Lucyna Błońska Miszkowice.

Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim służbą, sponsorom i organizatorom za sprawne przeprowadzenie imprezy i zaprosić na Finał Europacup Beskidy Maraton do Radziechów 8 listopad 2014 r.Bieg WOP START